Multitasking to próba wykonywania kilku czynności jednocześnie. Współczesny świat niemal wymusza na nas takie podejście – rozmawiamy ze znajomymi na Messengerze, słuchamy muzyki, w tle otwieramy kilkanaście zakładek w komputerze, a jednocześnie próbujemy przygotować notatki na zajęcia czy raport do pracy. Z zewnątrz wygląda to imponująco, a nam samym daje poczucie, że jesteśmy wyjątkowo efektywni i nadążamy za tempem życia. Problem w tym, że nasz mózg wcale nie jest stworzony do tego rodzaju pracy. Badania pokazują, że nie potrafimy naprawdę robić kilku rzeczy w tym samym czasie. To, co nazywamy multitaskingiem, jest w rzeczywistości szybkim przełączaniem się między zadaniami. Każde takie przeskoczenie kosztuje energię, uwagę i czas, nawet jeśli trwa tylko ułamki sekund. Efekt końcowy to złudzenie produktywności – zamiast robić więcej, zwykle osiągamy mniej.
Dlaczego tak chętnie w to wierzymy?
Multitasking kusi, bo daje iluzję kontroli i skuteczności. W świecie, w którym wszystko dzieje się szybko, a powiadomienia bombardują nas co chwilę, trudno oprzeć się wrażeniu, że trzeba odpowiadać natychmiast i być na bieżąco z każdym komunikatem. Jeśli nie odpiszemy, coś nas ominie, jeśli nie sprawdzimy, stracimy informację, a jeśli nie włączymy kilku zadań naraz, pozostaniemy w tyle. Szczególnie młode pokolenie dorasta w środowisku pełnym bodźców, w którym krótkie filmiki, szybkie wiadomości i zmieniające się treści stały się normą. Scrollowanie telefonu w trakcie nauki, oglądanie serialu w czasie jedzenia czy prowadzenie rozmowy, jednocześnie zaglądając do mediów społecznościowych, wydaje się naturalne. W tle jednak rośnie przyzwyczajenie do ciągłego skakania między tematami, a to nie pozostaje bez konsekwencji.
Cena za pozorną skuteczność
Choć multitasking bywa postrzegany jako umiejętność przyszłości, w praktyce częściej przynosi straty niż korzyści. Przede wszystkim spada nasza efektywność – wbrew temu, co nam się wydaje, przełączanie się między zadaniami spowalnia pracę. Łatwiej też o błędy, bo rozproszona uwaga nie pozwala wychwycić szczegółów, które w pełnym skupieniu dostrzeglibyśmy od razu. Po kilku godzinach pracy „na wielu frontach” odczuwamy też większe zmęczenie psychiczne, bo mózg zużywa znacznie więcej energii niż podczas konsekwentnego skupienia się na jednej rzeczy. Długofalowo multitasking utrudnia także koncentrację – im częściej trenujemy przeskakiwanie z zadania na zadanie, tym trudniej wytrzymać nam przy jednej czynności dłużej niż kilka minut. Zyskujemy więc poczucie, że jesteśmy wszechstronni, ale jednocześnie tracimy zdolność głębokiego skupienia. Do tego dochodzi jeszcze sfera relacji – rozmowa prowadzona w połowie uwagi, podczas scrollowania telefonu, nie jest prawdziwym kontaktem, tylko czymś powierzchownym. Tak właśnie łatwo wpaść w błędne koło powierzchownego życia, w którym robimy wiele rzeczy, ale żadnej w pełni.
Jak odzyskać skupienie?
Wbrew pozorom rezygnacja z multitaskingu nie oznacza spadku efektywności, a wręcz przeciwnie – pozwala lepiej wykorzystać czas i energię. Coraz więcej osób odkrywa wartość monotaskingu, czyli sztuki skupienia się na jednej czynności naraz. Zamiast skakać między dziesięcioma sprawami, uczymy się dzielić dzień na bloki tematyczne, świadomie odcinać od rozpraszających powiadomień i pracować w krótkich, ale intensywnych sesjach. Pomaga też praktyka uważności – mindfulness – która uczy obecności tu i teraz i pokazuje, że pełne zaangażowanie w jedną czynność daje większą satysfakcję niż chaotyczne wykonywanie kilku rzeczy naraz.
Multitasking to zjawisko, które wydaje się niezbędne w świecie przepełnionym informacjami, ale w rzeczywistości okazuje się pułapką. Zamiast supermocy jest raczej iluzją, która sprawia, że pracujemy wolniej, mniej dokładnie i szybciej się męczymy. Co więcej, przyzwyczaja nas do powierzchowności zarówno w zadaniach, jak i w relacjach. Dlatego prawdziwą sztuką XXI wieku nie jest robienie wielu rzeczy jednocześnie, lecz odwaga, by skupić się na jednej. To ona daje nie tylko większą efektywność, ale też głębsze poczucie sensu w codziennym życiu.
/EKa/
Foto: Youtube.com/zrzut z ekranu
Sfinansowano ze środków Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030 PROO1.

—
Dom Edukacji Medialnej (DEM) to projekt, który został sfinansowany ze środków pochodzących z budżetu państwa (Ministerstwo Edukacji i Nauki) w ramach programu pn. „Rozwój potencjału infrastrukturalnego podmiotów wspierających system oświaty i wychowania”. W Domu Edukacji Medialnej odbywają się m.in. spotkania edukacyjne z udziałem młodych ludzi. W ramach funkcjonującego mini-studia nagraniowego są tworzone filmy o charakterze edukacyjnym oraz odbywają się spotkania i wywiady z gośćmi specjalnymi o tematyce edukacyjnej, patriotycznej, historycznej, medialnej i społecznej.





























