Jesteś tutaj:

Korepetycje: inwestycja w dziecko czy spełnianie ambicji rodziców?

Korepetycje

Kiedyś korepetycje były przede wszystkim kołem ratunkowym. Matematyka zaczynała wymykać się spod kontroli, angielski przestawał być zrozumiały, pojawiała się groźba jedynki albo niezdanej matury – i wtedy rodzice szukali kogoś, kto pomoże dziecku nadrobić zaległości.

Dziś korepetycje coraz częściej zaczynają się dużo wcześniej. Nie dlatego, że dziecko sobie nie radzi, ale dlatego, że mogłoby radzić sobie jeszcze lepiej. Jedna lekcja angielskiego, druga matematyki, przygotowanie do konkursu, zajęcia z muzyki, programowania, szachów, a później olimpijskie przygotowania. Kalendarz dziecka zaczyna przypominać grafik dorosłego menedżera.

W tym miejscu pojawia się pytanie, którego nie warto unikać: czy korepetycje rzeczywiście odpowiadają na potrzeby dziecka, czy czasem przede wszystkim na ambicje jego rodziców?

Nie każde dziecko potrzebuje korepetycji

To brzmi banalnie, ale w praktyce wcale takie nie jest. Dodatkowe zajęcia stały się dla wielu rodzin czymś niemal oczywistym. Jeśli koleżanka ma korepetytora z matematyki, a kolega chodzi na angielski trzy razy w tygodniu, łatwo uznać, że nasze dziecko również powinno. Problem zaczyna się wtedy, gdy korepetycje przestają być pomocą, a stają się kolejnym obowiązkiem.

Dziecko, które osiąga dobre wyniki, ale potrzebuje odpoczynku, snu, ruchu, zabawy czy zwyczajnie czasu spędzanego bez planu, niekoniecznie potrzebuje kolejnej godziny przy biurku. Czasem jego największym deficytem nie jest wiedza, lecz czas. Warto więc zamiast pytać: „Na jakie korepetycje zapisać dziecko?”, najpierw zapytać: „Po co właściwie chcemy je zapisać?” Język, muzyka, sport… czyli dziecięce zainteresowania czy rodzicielski projekt?

Wielu rodziców chce dać dziecku jak najwięcej. I trudno się temu dziwić. Znajomość języków, umiejętność gry na instrumencie, rozwój sportowy czy kompetencje cyfrowe rzeczywiście mogą być ogromnym kapitałem na przyszłość. Jednak pomiędzy „dajmy dziecku szansę” a „zbudujmy mu idealne CV” jest bardzo cienka granica.

Dziecko może chodzić na angielski, bo rzeczywiście chce mówić po angielsku. Może grać na pianinie, bo muzyka sprawia mu przyjemność. Może trenować piłkę, bo uwielbia sport. Ale może też robić to wszystko dlatego, że rodzice uznali, że „powinno”.

Wtedy dodatkowe zajęcia zaczynają pełnić zupełnie inną funkcję. Nie rozwijają już zainteresowań dziecka, tylko realizują dorosłą wizję tego, jakie dziecko powinno być. Przecież nie każde dziecko musi być jednocześnie świetnym matematykiem, poliglotą, muzykiem, sportowcem i laureatem konkursów.

Olimpiada za pieniądze rodziców?

Jeszcze ciekawszym przypadkiem są przygotowania konkursowe i olimpijskie. Olimpiada przedmiotowa może być fantastyczną przygodą intelektualną. Dla ambitnego ucznia możliwość wejścia głębiej w matematykę, fizykę, chemię czy język polski może być czymś naprawdę rozwijającym. Problem pojawia się wtedy, gdy wynik staje się ważniejszy od samego procesu uczenia się.

Można przecież zapłacić za indywidualne przygotowanie, znaleźć najlepszego korepetytora, kupić materiały, zorganizować dodatkowe zajęcia i stworzyć dziecku warunki, o których wielu jego rówieśników może tylko pomarzyć. Tylko gdzie kończy się wsparcie, a zaczyna wygrywanie za pieniądze rodziców?

Sam fakt korzystania z korepetycji nie odbiera oczywiście wartości sukcesowi ucznia. Ale warto zachować proporcje. Jeśli dziecko ma za sobą kilkaset godzin dodatkowych zajęć, prywatnych konsultacji i indywidualnego przygotowania, a jego sukces jest później przedstawiany jako wyłącznie efekt „talentu i ciężkiej pracy”, obraz jest niepełny. Za wynikiem może stać nie tylko talent ucznia, lecz także czas, pieniądze, możliwości i zaangażowanie całej rodziny.

Korepetytor nie powinien być drugim rodzicem

Jest jeszcze jeden problem. Czasami korepetycje stają się sposobem na przeniesienie odpowiedzialności za edukację dziecka. Rodzic nie ma czasu albo cierpliwości, żeby pomóc w matematyce? Korepetytor. Dziecko nie chce czytać lektur? Korepetytor. Nie przygotowało się do sprawdzianu? Korepetytor. Ma problem z organizacją nauki? Kolejny korepetytor. Tymczasem dobry nauczyciel dodatkowy może pomóc zrozumieć trudne zagadnienie, ale nie powinien zastępować rodzica, szkoły ani – co najważniejsze – samego ucznia.

Jeżeli dziecko przyzwyczai się, że każdą trudność ktoś za nie rozwiązuje, może paradoksalnie stać się mniej samodzielne. Zamiast nauczyć się, jak się uczyć, będzie czekało na kolejną osobę, która pokaże mu, co ma zrobić. Najdroższe korepetycje to te, których dziecko nie potrzebuje. W edukacji łatwo wpaść w pułapkę przekonania, że więcej zawsze znaczy lepiej. Więcej godzin. Więcej przedmiotów. Więcej konkursów. Więcej certyfikatów. Więcej zajęć. Tymczasem rozwój dziecka nie działa jak konto inwestycyjne, na które wystarczy regularnie wpłacać kolejne godziny i pieniądze, aby otrzymać większy zwrot.

Czasami dodatkowa godzina matematyki rzeczywiście może zmienić bardzo wiele. Innym razem większą wartość będzie miała godzina spędzona na rowerze, rozmowie z rodzicem, przeczytaniu książki dla przyjemności albo zwyczajnym… nudzeniu się.

Nuda również ma swoją wartość. Pozwala dziecku wymyślać, eksperymentować, odpoczywać i odkrywać własne zainteresowania bez dorosłego scenariusza.

Najważniejsze pytanie brzmi: czego chce dziecko?

Nie oznacza to oczywiście, że rodzic powinien całkowicie wycofać się z edukacji dziecka. Przeciwnie. Rodzic ma prawo stawiać wymagania, zachęcać, pokazywać możliwości i pomagać w rozwijaniu talentów. Ale warto odróżnić wymaganie od presji, a wsparcie od wyręczania. Jeżeli dziecko chce rozwijać matematykę – świetnie. Jeżeli marzy o języku hiszpańskim – jeszcze lepiej. Jeżeli samo chce przygotować się do olimpiady – warto mu pomóc znaleźć dobrego nauczyciela.

Ale jeśli dziecko po kolejnej lekcji mówi: „Mamo, tato, ja już naprawdę nie chcę”, być może warto potraktować te słowa poważniej niż kolejną ocenę w dzienniku. Bo celem edukacji nie powinno być stworzenie dziecka, które ma w wieku 16 lat perfekcyjny zestaw osiągnięć. Celem powinno być stworzenie człowieka, który potrafi samodzielnie myśleć, jest ciekawy świata, umie się uczyć i wie, że jego wartość nie zależy od liczby piątek, dyplomów i wygranych konkursów.

Korepetycje mogą być świetnym narzędziem. Mogą pomóc nadrobić zaległości, rozwinąć talent, przygotować do egzaminu czy rozbudzić prawdziwą pasję. Ale nawet najlepszy korepetytor nie odpowie na pytanie, które zawsze powinno stać na początku: czy robimy to dla dziecka, czy dla własnego wyobrażenia o jego przyszłości?

 

/red-KP/

Za: oecd.org

Foto: Youtube.com/zrzut z ekranu

 

—

Dom Edukacji Medialnej (DEM) to projekt, który został sfinansowany ze środków pochodzących z budżetu państwa (Ministerstwo Edukacji i Nauki) w ramach programu pn. „Rozwój potencjału infrastrukturalnego podmiotów wspierających system oświaty i wychowania”. W Domu Edukacji Medialnej odbywają się m.in. spotkania edukacyjne z udziałem młodych ludzi. W ramach funkcjonującego ministudia nagraniowego są tworzone filmy o charakterze edukacyjnym oraz odbywają się spotkania i wywiady z gośćmi specjalnymi o tematyce edukacyjnej, patriotycznej, historycznej, medialnej i społecznej.

Odkryj więcej interesujących informacji